czwartek, 17 sierpnia 2017

Martwienie się jest dobre dla Ciebie!















Nie raz martwisz się o kogoś!
Nie raz rodzina i przyjaciele martwią się o Ciebie!

Jak zwykle muszę nawiązać do swojego doświadczenia: gdy byłem chory psychicznie... Odlatywałem na jak myślałem bardzo wysokie rejony, które tak naprawdę były niskie... Byłem w świecie iluzji, która mnie zniewoliła. Zniewoliła moją duszę i umysł... Uważałem się wtedy za przebudzonego, za oświeconego, a tak naprawdę niewiele wiedziałem o świecie i sobie... Nie okazywałem uczuć względem drugiego człowieka! Gdy ktoś do mnie coś mówił, to go nie słuchałem! Czy szanowałem wtedy tę osobę? Wierzyłem, że byłem wtedy w Świetle, a tak naprawdę doświadczałem potwornych ciemności...

Chory człowiek, który myślał, że coś wie, że jest oświecony, czy też przebudzony...

Gdy doświadczałem psychoz działy się Cuda! Nie chodzi mi wcale, o to, co wtedy myślałem, bo to było chore! Wypływały one ze strachu o mnie i zmartwień mojej rodziny... Oni nie raz uratowali mi życie! Jak to się mówi: Opatrzność czuwa! Czuwała... Np. gdy w Gliwicach w październiku 2009 r. miałem ogromny stan psychotyczny... Doświadczałem ciemności - a nie Światła to przyjechał po mnie ojciec...

Martwienie się moich przyjaciół Wioli, Janka, Krzyśka przyniosło ten rezultat... Czym zatem jest strach? Czym jest zmartwienie? Ono także wypływa z serca, ono także jest uczuciem! Jakże silne to uczucie! Jakże mocne! Jakie cuda z niego powstają! Jaka to miłość jest!

Osądzamy upadłego Archaniała - Lucyfera, że to On wprowadził ciemność w świat... Nie znam Go... Dlatego nie osądzam... Gdy go poznam to będę mądrzejszy - wtedy może zrozumiem, wybaczę! Zrobię mu Recall Healling po prostu, na tym Blogu, a gdzieżby indziej? Gdyż jeśli to Prawda, jeśli to On wprowadził ciemności w świat to nie chodzi tutaj o strach i zmartwienia... Chodzi o wszystko to, przez co nie jesteś sobą! Tym właśnie jest ego! Nie okazujesz swoich uczuć i jeszcze masz prawo osądzać tych, którzy to robią! Twoja rodzina przecież Cię kocha! Twoi przyjaciele także! Czy nie dostrzegasz tego!

I jeszcze w rozmowie ze starszym bratem, gdy ten pyta co u tego średniego. To ja mówię: "Wiesz jest w szpitalu i nie martwię się o Niego." Ktoś tutaj był chory. Potem jeszcze nawet nie zadzwoniłem do swojego średniego brata przez tydzień albo i dłużej... Taaa, bo prześle mu energię i to mu pomoże! Nawet tego nie zrobiłem... A może lepiej pogadać! Odwiedzić!

Pewnie, że się martwię! Bo kocham mojego brata!

Znalazłem wspaniałą pracę ze wspaniałymi ludźmi! Każdy człowiek w tej pracy jest wspaniały! Ale trafiłem lepiej aniżeli mogłem, gdyż moja trenerka ma dar! Ona widzi jak odlatuję! Jak nie jestem w "tu i teraz" jak to się brzydko mówi... Ona mi o tym mówi... W pierwszej sekundzie, gdy już jestem gdzie indziej! I jak tutaj nie mieć ogromnego szacunku do swojej religii! Do katolicyzmu! Jak nie iść pieszą pielgrzymką w 6 dni do Częstochowy i cieszyć się z tego doświadczenia!

Gdyż urodziłem się jako katolik i także umrę jako katolik! Takie życie!

Kochani lepszego psychologa, który jednocześnie jest trenerem to ja nie miałem przez całe moje życie! Dziękuję Ci BOŻE!

No i szukać Boga w liczbach zamiast w drugim człowieku?

To chore jest!!!

Wcześniej pisałem o tym samym pisząc, że jest to piękne, teraz widzę, że nie było... Spójrzcie tak na swoje życie... Raz z jednej, a raz z drugiej perspektywy i napiszcie o tym... Napiszcie na Wewnętrznym spokoju, bo takie jest pragnienie założyciela tego Bloga...

Tak jak pisał Osho nie wiem już w której książce... Najpierw płyniesz jako rzeczka spokojnie... Później jednak ta rzeka staje się rwąca... Później są wodospady, które niezmiernie Cię oczyszczają i potrząsają Tobą... Na samym końcu wpadasz w Ocean... Stajesz się nim!

A tak à propos Osho i innych tego typu Autorów... To czy nie mamy w tym kraju naszych wspaniałych rozwijających się duchowo osób, które wydały już swoje książki?

Ja polecę dwóch Autorów, choć ich książek nie czytałem - ale znam te osoby od lat - wirtualnie jeszcze, ale to się zmieni...

Bogusław Szedny oraz Aleksandra Jagodzińska...

Ich książki mogę spokojnie polecić, chociaż ich nie czytałem!
Dlaczego - bo są autentyczni! Mówią i piszą o swoim życiu i uczuciach otwarcie! Nie ściemniają! Ty też tak możesz!

Kochaj martwiąc się!

Kochaj bojąc się!

środa, 16 sierpnia 2017

Jak nie pomylić samolubstwa z rozwojem?

Kochaj bliźniego jak siebie samego- co to naprawdę znaczy? Bo te słowa są bardzo mądre, ale jak każda mądrość muszą być zrozumiane, a nie tylko zapamiętane. Oznaczają bowiem że innych ludzi należy szanować i kochać tak, jak się szanuje i kocha siebie, a więc najpierw trzeba siebie samego szanować i kochać. Nie da się drugiemu człowiekowi czegoś, czego się samemu nie posiada, to oczywiste. Nie jest więc możliwe kochanie bliźniego- dopóki się samego siebie nie pokocha. Zwróć drogi Czytelniku uwagę, iż w losach ludzkości były różne morały prawione, jednak da się zauważyć pewną tendencję. Mianowice im dawniej w przeszłość tym ostrzejsze i brutalniejsze były zasady społeczne, a stopień rozpasania ludzi większy i moralność niższa. Dla przykładu- w czasach przed naszą erą obowiązywał jedynie dekalog mający 10 przykazań, wcześniej jeszcze ostrzejsze nakazy moralne- jak Egipska spowiedź do bogini Maat, czyli 42 zaprzeczenia- były przykazaniami moralnymi tak naprawdę, mówiły czego nie wolno robić. Każdy zmarły był zaopatrywany w tzw. Księgę Umarłych zawierającą jego spowiedź z czterdziestoma dwoma zaprzeczeniami- tego nie robiłem, tamtego także nie, moje serce jest czyste. Im dalej w przeszłość tym te przykazania były bardziej szczegółowe i wykładane bardziej „łopatologicznie”, najstarszy znany zestaw takich przykazań to oczywiście sumeryjski Kodeks Hammurabiego, którego prawa dziś wydają się bardzo okrutne. Dla przykładu paragraf 1 tego kodeksu mówi „Jeśli ktoś kogoś oskarżył o zabójstwo i tego nie udowodnił, poniesie karę śmierci”. paragraf 8 z kolei mówi iż jeśli złodziej nie może zwrócić ukradzionego dobra zostanie zabity. Widzisz Czytelniku co mam na myśli, prawda? Jednak proszę zauważ że ta tendencja nie jest wcale przypadkiem. To bowiem są tylko nakazy dla skafandra, inaczej mówiąc są to programy dla komputera pokładowego i nic więcej. To są znaczenia wbijane na siłę w młoda duszę, aby przez skafander sama siebie nie uszkodziła. Te programy mają spowodować aby skafander nie robił krzywdy innym skafandrom zanim dusza zrozumie że to nie jest dobre. Buddyści mają bardzo mądre powiedzenie- że najpierw trzeba się nauczyć słuchać zakazów- a dopiero potem nakazów. Czyli najpierw trzeba usunąć lub unieszkodliwić jeden program- aby można było wprowadzić inny. I to dokładnie się dzieje na przestrzeni dziejów- obecna wersja to kochaj bliźniego zatem, jest to nowy program na miejsce starych, bardzo mądrze jednocześnie unieszkodliwiający stare. Aby ten program zadziałał trzeba jednak naprawdę siebie samego kochać. Skafander musi siebie pokochać po prostu. Nie może mieć żadnych iluzji typu cierpienie, poświęcenie, pokuta czy coś podobnego- musi naprawdę sam siebie pokochać. Musi zdać sobie sprawę że aby był dobry dla innych musi być najpierw dobry dla siebie samego. Nie da czegoś, czego nie ma. To takie proste. Jednak ociera się o ekstremum samolubstwa- prawda? Tak, jak najbardziej. Czasem nawet tak to wygląda, człowiek mądry wydaje się dla innych egoistą. Tak- i skafander musi zrozumieć że tak ma właśnie być, ponieważ trzeba w życiu wyraźnie mówić czego się chce i trzeba to sobie brać. Dopóki nie krzywdzi się nikogo oczywiście. Ludzie nie posiadający tego zrozumienia- czyli nie mający programu „to świat jest dla mnie- a nie ja dla świata” tego nie widzą, i ich opinie nie powinny Ciebie Czytelniku obchodzić. Każdy ma swoją drogę, a jesteśmy jednym wielkim nieskończonym duchem, jeśli więc ktoś z nas coś zdobędzie- da to potem innym- jak ja niniejszą wiedzę. Jednak najpierw musi sam to zdobyć. Więc zdobywaj szczyty najwyższe ukochany Czytelniku, bierz garściami od świata co chcesz. To Twoje prawo nadane przez Wszystko co Istnieje i żaden człowiek Ci go nie odbierze. Opatrzność stoi za Tobą. Ludzie mogą Ci zazdrościć, mogą czuć tak, mówić śmak a myśleć owak- takie ich prawo. Nie miej złudzeń jednak że będziesz ich kochał- nie mając miłości dla siebie. Ukochaj swój skafander najmocniej jak potrafisz, dostałeś go przecież do nauki miłości. Dawaj sobie radość i szczęście, dopieszczaj się sam- a wtedy będziesz mógł dopieszczać innych ludzi, bo ci „inni” to tak naprawdę Ty sam, tylko odbity w lustrze. Nie pozwól sobie na poczucie winy za pragnienie szczęścia- bo to program z wieków ciemnych. Kiedy sam będziesz szczęśliwy- wtedy dopiero dasz to innym jeśli będziesz chciał. Wtedy- zrozum proszę- i nie wcześniej. Koncepcje męczeństwa i poświęcenia siebie dla dobra innych są niemądre, przemyśl to sam a zrozumiesz dogłębnie. Takie programy trzeba z siebie usunąć- a że są czysto intelektualne wystarczy zrozumieć że są błędne a znikną z systemu operacyjnego logiki mózgu. Są pomyleniem zakazów- z nakazami. Najpierw zakazy- potem nakazy, pamiętasz- prawda? Kochaj więc siebie i szanuj, dawaj swojemu skafandrowi dobro i radość- a gdy już je posiądziesz podziel się z innymi. Nie próbuj robić odwrotnie gdyż się tylko umęczysz. Altruizm jest naprawę najwyższą wersją egoizmu- gdy będziesz szczęśliwy i dasz to innym uszczęśliwisz siebie jeszcze bardziej, do stopnia wzruszenia niemożliwego do opisania słowami. Aby to się jednak stało musisz najpierw sam szczęście posiadać. Jesteś wolny nieskończenie- nie miej broń Boże poczucia winy za to że chcesz być szczęśliwy, to nie jest nic złego- to jest najwyższa mądrość jaką można w życiu posiąść. Program nadrzędny, jaki Czytelnikowi proponuję zatem brzmi: TEN ŚWIAT JEST MÓJ. Połóż proszę dłoń na splocie słonecznym tak, aby środek dłoni znajdował się dokładnie nad splotem, weź głęboki wdech i powiedz na głos „ten świat jest mój”. Weź jeszcze kilka głębokich wdechów i powtórz to zdanie. Powtórz tyle razy aż poczujesz „gęsią skórkę” na całym ciele. Wtedy powtórz jeszcze trzy razy. Oto poczucie powrotu do rzeczywistości, oto jak w tym ciele czuć istnienie w czystej postaci. Program ten jest najważniejszy w tym świecie, powtarzaj go więc najczęściej ze wszystkich. -to fragment książki "Deus Est Machina- Czyli Bóg Jest Na Prąd", 

 zapraszam na www.Deus-Est-Machina.pl

sobota, 12 sierpnia 2017

Wszyscy jesteśmy Chrystusami!


Kolejny temat, który chce tutaj opisać przez pryzmat mojego doświadczenia, jest tzw. świadomość Chrystusowa... Wiele się o tym mówi w gronie świadomych ludzi... Muszę najpierw nawiązać do tego co przeżyłem... Początków mojego przebudzenia... Już o tym pisałem i to nie raz, ale muszę o tym wspomnieć, gdyż jest to kluczowe, aby zrozumieć właściwie to pojęcie. Tak więc na początku mego przebudzenia, a było to we wrześniu i październiku 2009 r. gdy po raz pierwszy czytałem teksty książki "W Świetle Prawdy - Przesłanie Graala", poczułem coś, co trudno ubrać w słowa. Mało wiedziałem o czakrach, ale gdy czytałem tę książkę miałem wrażenie, że klatka piersiowa mi eksploduje. Muszę tu dodać, że nie widziałem w tym nic złego, nawet dążyłem do tego, aby ten ucisk był coraz większy! Gdyż było to bardzo przyjemne uczucie, była w tym niepojęta Moc! Później doświadczyłem ogromnego uczucia wdzięczności za to, że żyję! Kierowałem swe myśli dziękczynne do Boga, leżąc na łóżku w Gliwicach, a ucisk na klatce się jeszcze bardziej pogłębiał! To był ogień! Krótko po tym czułem niezwykłą lekkość - tak jakbym chodząc, unosił się delikatnie nad powierzchnią Ziemi. Patrzyłem na promienie słońca padające przez okno i wydały mi się one nad wyraz piękne! Miałem w sobie wtedy ogrom miłości!

W pewnym momencie zaczęło mi wracać ego, myślałem, że skoro czuję taką miłość to muszę być kimś niezwykle ważnym... Wierzyłem już wtedy w reinkarnację, tak więc do głowy zaczęły mi napływać imiona osób, które zrobiły coś wielkiego dla całej planety, które nieraz określamy mianem świętych... Jednakże po raz pierwszy na głębokim poziomie uwierzyłem mocno, że jestem inkarnacją Lucyfera - upadłego Archanioła. Spojrzałem wtedy w lustro i zobaczyłem, że moje oczy promienieją niesamowitym blaskiem! To jeszcze bardziej potwierdziło moje przypuszczenia... Ważnym zagadnieniem w tej sprawie, jest także pojęcie Prawa Przyciągania... Przypomnę je teraz krótko - w co wierzysz - to przyciągasz! Ale co tak naprawdę przyciągamy? Tak więc wszystko jest energią i skoro tak jest to przyciągamy energie, a wierząc głęboko, że jest się czyjąś inkarnacją przyciągamy energię tej istoty! Łączymy się z nią! Gdy wierzyłem, że jestem Lucyferem pomyślałem, że skoro nim jestem to muszę odpracować wszelkie zło, które wprowadziłem do świata. Dlatego nie czułem się jakoś bardzo źle. Było we mnie sporo strachu, ale jednocześnie czułem ogromną miłość i miałem w sobie chęć spłacenia swoich długów! Działy się cuda wtedy... Spojrzałem w niebo i zauważyłem, że wszystkie chmury rozstąpiły się! Niebo się otworzyło!. W moim otoczeniu się dużo działo... Miałem wrażenie, że wszystko się odgrywa wokół mojej osoby... W psychiatryku, do którego zawiózł mnie ojciec, po kilku tygodniach brania leków zostałem sprowadzony na Ziemię - wtedy już nie wierzyłem, że jestem wcieleniem Lucyfera...

W późniejszym okresie temat do mnie powracał... Wierzyłem, że jestem wcieleniem Buddy, Shivy niektórych Apostołów - najbardziej w Judasza, ale była jeszcze jedna inkarnacja, jedno wcielenie, które doświadczyłem na bardzo głębokim poziomie... 

Jest nią właśnie Jezus Chrystus - Syn Boży... Wierząc, że jestem tą osobą, że jestem wcielonym Synem Bożym doświadczałem ogromnych przeżyć wewnętrznych. Nie mówiłem nikomu, że nim jestem, gdyż twierdziłem, że to sama ludzkość ma mnie rozpoznać, poprzez to, co będę robił. Później powiedziałem to tylko Bartoszowi... Doświadczyłem czegoś wielkiego! Leżałem wtedy w swoim łóżku w Rydułtowach i dosłownie skręcało mnie z miłości... Moje ciało nie potrafiło ustać w miejscu... Poruszałem się ciągle, gdyż czułem, że energia, która jest we mnie wymaga działania, a nie leżenia... Było wielkie natężenie Mocy w mojej istocie, a ciało płonęło i właśnie wtedy przyszła do mnie taka myśl: "Czuję tak wielką miłość, że w tej chwili mógłbym oddać życie, za każdego człowieka na tej planecie!". Śmierć nie była dla mnie tak ważna, jak życie drugiego człowieka! Tak bardzo kochałem! Napisałem wtedy te słowa do moich przyjaciół, z którymi byłem w bliskiej relacji... Oli i Alexa... Odebrali to z miłością - nie skrytykowali mnie! Dziękuję Wam za to kochani!

Tak więc w tamtym momencie byłem silnie połączony z Jezusem - świadomością Chrystusową. Tak naprawdę to przez każdego człowieka przepływa energia mająca swe Źródło w Bogu Ojcu i Jego Synie - Jezusie... To nie znaczy, że jesteśmy Jego inkarnacją - to znaczy tyle, że On - Jego energia jest w nas - naszych sercach - naszych istotach... To jak bardzo jesteśmy połączeni z tą energią zależy od nas!

"Wszyscy jesteśmy Chrystusami!" - co czujesz, gdy czytasz te słowa? One stawiają znak równości! One wypływają z jedności! To przecież jest piękne patrzeć na świat właśnie w ten sposób - patrzeć oczami miłości i wszystkich stawiać na równym poziomie. Nie wywyższać się nad nikogo! Po prostu być sobą i robić w życiu swoje - spełniać marzenia... Przecież wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną! Czy zapomnieliście? Miłość kocha wszystkich bez warunku! Kocha Ciebie czytającego/czytającą te słowa! Tak właśnie kocha Bóg! Ty też możesz tak kochać! Gdy połączysz się z Bogiem - Jego energia wypełni całą Twoją istotę i poczujesz w końcu, że żyjesz! Poczujesz szczęście, którego tak długo szukałeś/aś, a które przecież jest w Tobie! Dlaczego ludzie stawiają wciąż wielkich nauczycieli duchowych jak Jezusa, Mahometa czy Buddę ponad siebie? Przecież oni nie są od nas wcale jacyś lepsi! Nawet sam Jezus jako Syn Boży był jednym z nas - był i nadal jest naszym bratem! Każdy człowiek musi sobie w końcu uświadomić, że to On jest sam dla siebie najlepszym nauczycielem i uczniem równocześnie! To poprzez doświadczenie życia zdobywamy mądrość! Nie twierdzę jednak, że nie możemy czegoś wynieść z ich nauczania! Zauważ jednak, że właśnie to, co teraz do Ciebie piszę, jest kwintesencją ich nauk! Ludzie chodzą do kościołów, meczetów, synagog i świątyń i nie doświadczają życia tak jak powinni... Nie są szczęśliwi... Nie są sobą... Przecież to jest smutne! Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego z tak wielkim uporem ciągle przywiązują się do jakichś zewnętrznych dogmatów? Powtarzają je i wielce się chwalą, że poznali Prawdę... To, o czym mówią nie raz jest piękne, ale nie jest to ich! Nie doświadczyli tego! Mówią o miłości, o Bogu, a nie mają pojęcia o czym mówią... To tylko puste słowa! Puste przechwałki! Chęć zrobienia na drugim człowieku wrażenia! Chęć wywyższenia się! To przecież ego i wyczuwam to w nich na kilometr! Często mówią "bądź jak Jezus!"... Jezus nikomu nie kazał, aby był jak On! Każdy ma być sobą i to jest klucz do szczęścia! Naśladowanie kogokolwiek daleko Cię nie zaprowadzi! Wiem z doświadczenia, gdyż też to przerabiałem... Starałem się być jak uzdrowiciel, którego poznałem, jak autor książki, którą czytałem, jak Guru na filmiku YouTube, który mówił mądre słowa... Nie tędy droga kochani! Nie tędy droga... W ten sposób przybierasz maskę - w ten sposób grasz kogoś kim nie jesteś...

W tej chwili na planacje dochodzi do ogromnych zmian... Świadomość Chrystusowa narasta w każdym człowieku! Planeta powoli przechodzi na wyższe poziomy wibracji. Zmierza do miejsca gdzie nie będzie już wojen i wszelkiego innego cierpienia. Zagości pokój, radość i wszechobecna bezwarunkowa miłość...

Obudź się do życia człowieku, już nadszedł na to czas! Po co go marnujesz przesiadując na telewizorze, zadając się z ludźmi, którzy Cię nie szanują, którzy Cię nie wspierają? Zacznij od siebie! Pokochaj tę istotę, którą jesteś! Jesteś godzien wszystkich skarbów tego świata! Jesteś godzien żyć w obfitości! Po to się urodziłeś, aby być szczęśliwym! Dlaczego nie zmierzasz w tym kierunku? Dlaczego na słowa "rozwój duchowy" reagujesz śmiechem? To przykre, gdy widzę Cię takiego... Pragnę Ci pomóc, pragnę Cię wesprzeć, ale Ty tego nie chcesz... Gdy Cię widzę takiego to często pojawiają mi się łzy w oczach... Często płaczę z Twojego powodu! To łzy współczucia... Przecież Cię kocham! Ile razy mam powtarzać te słowa, abyś mi w końcu uwierzył?

piątek, 11 sierpnia 2017

Seks - z miłością i bez niej - moje doświadczenie












Seks to nic złego, to naturalny popęd, który dostaliśmy w darze od Boga! Jednakże seks bez miłości powoduje ubytek energetyczny - szczególnie u mężczyzny... Jest to poparte badaniami! W poprzednim artykule napisałem, jak otwarły mi się oczy i jak zrozumiałem, że miłość jest kluczem do wyjścia z nałogu! To prowadzi do uzdrowienia, gdyż patrząc w ten właśnie sposób, patrząc przez pryzmat miłości, nasz popęd diametralnie spada i nie musimy już się później masturbować.

Patrząc na aktorkę porno, wymieniasz się z nią energetycznie. Teraz, jeśli czujesz do niej miłość, to ta miłość płynie do tej duszy, na którą patrzysz... Wszystko jest energią, nie zapominaj o tym! Rozważ, czy dostajesz coś za to w zamian? Myślę, że tutaj należy przedyskutować wiele kwestii... Pierwszą jest ta, jak bardzo dana aktorka jest pod wpływem ego. Jeśli jest naturalna i nie gra zbytnio, to na pewno tracisz mniej energii! Ale pamiętaj, że łączysz się z tą duszą w "tu i teraz" i nie wiesz, jak się zmieniła od nagrania tego filmu... Wpływ na to ma także energia, jaką ta dusza włożyła, nagrywając ten film. Czyli jaka ona jest w tym filmie? Te dwa elementy się razem łączą - jej przeszłość pokazana w filmie i jej teraźniejszość. To, co się odbywa teraz - czyli Twój seks z nią ma wpływ na przyszłość Twoją i jej. Jeśli ta dusza jest owładnięta mocno ciemnymi energiami - jest mniej sobą, to tracisz bardzo dużo energii! Możesz to odczuć zaraz po orgaźmie, a nawet w czasie gdy się masturbujesz... Jest to wtedy mniej przyjemne doświadczenie... Kolejna kwestia jest taka, że Ty kochasz tę aktorkę - ślesz jej miłość, a ona Ciebie nie! Miłość powinna płynąć z obydwu stron. Wtedy następuje naturalna wymiana! Dlatego tracisz zawsze, robiąc to przez ekran na komputerze... Kolejny aspekt to prawo karmy - śląc komukolwiek miłość, możesz być pewien, że ona do Ciebie powróci prędzej czy później, mimo że początkowo możesz doświadczyć ubytku energetycznego... Jednakże śląc energię do kogoś, kto jej nie przyjmuje, to nie zyskasz znowu zbyt wiele... Ona nie popłynęła do danej duszy - spłynęła obok niej, dlatego w przyszłości energia, którą otrzymasz, będzie znikoma, albo nie będzie jej wcale... Raczej skłaniałbym się do drugiej opcji... W czasie seksu energia płynie w danej chwili i nie wiem jaki to ma karmiczny - energetyczny wpływ na odleglejszą przyszłość... Być może, nie ma żadnego... Po prostu dzięki temu doświadczeniu nabieramy Mocy albo nie... Wiem z doświadczenia, że po przesłaniu energii komuś, kto się na to otwiera, czuję się wspaniale - nie ma ubytku energetycznego, a wręcz przeciwnie! Kolejna kwestia to cechy Twojej duszy - jej dary, które przyniosła na ten świat. Być może Twoja dusza jest bardzo odporna, na ubytek energetyczny spowodowany masturbacją...

Innym aspektem jest onanizm bez patrzenia na akt pornograficzny... Ja niegdyś zrobiłem to, łącząc się z moją bliźniaczą duszą na poziomie dusz... Czułem się po tym wspaniale! Jeśli trwacie w nałogu - spróbujcie tego! To na pewno lepsze, aniżeli oglądanie filmów pornograficznych! Pamiętaj, aby nie myśleć wtedy o nikim konkretnym... Po prostu wyślij intencję, że chcesz się teraz połączyć ze swoją bliźniaczą duszą... Najlepiej będzie gdy poprosisz o to Boga! Niechaj to będzie modlitwa płynąca z Twojego serca... Na pewno, na to, jak się będziesz wtedy czuł, będzie miało wpływ wiele czynników... Jeden jest kluczowy - połączenie z Twoją bliźniaczą duszą na daną chwilę, na co ma wpływ jej i Twój aktualny stan wnętrza... Jej i Twój poziom wibracji, oraz jej stosunek do Ciebie... To, czy jest otwarta na związek z Tobą w tej chwili, gdy to się dzieje...

Tak więc seks bez miłości nie daje Ci nic albo niewiele! Jakieś trzy lata temu poczułem się gorszym człowiekiem - To, że się nie spełniam w sferze seksualnej sprawiało mi wtedy ból... Dlatego postanowiłem coś z tym zrobić... Pewnego dnia poczułem w sobie ogromną Moc i wtedy właśnie poszedłem do agencji towarzyskiej.... Oczywiście była wtedy pełnia... Miałem bardzo wysokie wibracje, zanim doszło do aktu... Robiłem to z dwiema dziewczynami, ale nie było połączenia dusz. Seks nie przynosił żadnej przyjemności. Nawet nie doszedłem do orgazmu... Ja je kochałem, ale one mnie nie... Wszystko odbywało się z mojej strony "na siłę". Po całym zdarzeniu wróciłem do domu, gdzie się później masturbowałem... O tym, że wibracje mi diametralnie opadły, nie muszę chyba pisać szerzej! Poczułem po tym wydarzeniu, że muszę coś zrobić... Napisałem tym dziewczynom, co do nich czuję... Że wcale ich nie osądzam i nie potępiam za to co robią, że je kocham takimi, jakie są... Że widzę piękno ich dusz, gdy patrzę w ich oczy... Nawiązałem także, do tego, że w tej chwili na planecie następuje duchowe przebudzenie... Dałem im to w formie listów... Dzisiaj się zastanawiam czy przez to nie odmieniłem ich żyć? Bardzo bym chciał, aby tak było! Niedawno dowiedziałem się dlaczego to zrobiłem... Uzdrawiałem przez to, swój aspekt z przeszłości, gdyż w jednym z poprzednich wcieleń byłem kobietą lekkich obyczajów...

Patrząc na swoje przeszłe życie, gdy doświadczaliśmy tzw. nałogu, to my wybieramy czy faktycznie był to nałóg, czy po prostu forma doświadczenia, która miała nas czegoś nauczyć! Ja patrzę właśnie w ten drugi sposób i dzięki temu kocham siebie z przeszłości. To mnie uzdrawia na wielu poziomach! Dlatego nieprawdą jest to, co napisałem wcześniej - że nic nie zyskujemy... Zyskujemy doświadczenie, które jest bardzo cenne, które nas uczy i którym możemy się dzielić z innymi i ja właśnie to robię! To uwalnia! To uzdrawia! To forma terapii! Lepszej nie znam, no chyba, że nagrasz film o swoich doświadczeniach, albo zrobisz wykład...

Na końcu pragnę nawiązać jeszcze do tytułu tego artykułu... Mianowicie uważam, że seks bez miłości nie jest wcale seksem, tylko zezwierzęceniem istoty ludzkiej! To upadek człowieka na poziom, na który nie jest godzien upaść! To czy się podniesie, zależy tylko i wyłącznie od niego!

Przychodzi do głowy pytanie płynące z serca:
Ile jest prawdziwego seksu w dzisiejszej ludzkości?
Ile jest prawdziwej miłości?
Ile prawdziwego życia?

W tej o to chwili przed oczami Twojej duszy pojawiła się odpowiedź na te trzy pytania! Ta odpowiedź wypłynęła z Twojego wnętrza! Z Twojego uczucia! Z Twojego serca! Z Twojego ducha! W końcu wypłynęła z Boga, który działa w Tobie!

Obudź się w końcu zagubiony człowieku, który zapomniał czym jest miłość! Obudź się i zacznij kochać!

Nowa Autorka na wewnętrznym spokoju





















Kochani pragnę Was powiadomić, że do naszego bloga dołączyła nowa Autorka. Jest nim moja serdeczna przyjaciółka Izabela Starowicz. Iza jest dla mnie jak siostra. Od początku naszej znajomości połączyła nas, silna wieź. Rozmawiamy o wszystkim i dajemy sobie rady płynące z serca, aby się dalej rozwijać i stawać się jeszcze bardziej szczęśliwymi ludźmi. Zaproponowałem Izie, aby dołączyła do naszego bloga i zaczęła na nim publikować swoje teksty. Jestem ciekaw, jak to wpłynie, na jej rozwój. Jestem przekonany, że da to zarówno nam, jak i samej Izie sporo... Pierwsze kroki związane z dołączeniem do nas Iza uczyniła podczas ostatniej pełni księżyca... "Wtajemniczonym" nie muszę chyba wyjaśniać, co to oznacza. Droga Izo, życzę Ci dużo sukcesów podczas przebywania w naszej przestrzeni wewnętrznego spokoju. Jest to kolejny krok do spełnienia mojego i naszego wspólnego marzenia - aby na tym blogu publikowało więcej Autorów... Blogspot oferuje opcję, że na jednym blogu może publikować aż 100 autorów! Dlatego, jeśli pragniesz dołączyć do nas, to nie wahaj się!

Pisanie i publikowanie swoich tekstów rozwija i jest to przy okazji świetna zabawa!

Masturbacja, pornografia - moje doświadczenie















Pragnę poruszyć niezwykle istotny dla mnie temat, który jest częścią mojej drogi. Otóż pewnego dnia w moim życiu pojawiło się doświadczenie seksu, pojawił się pierwszy orgazm... Wydało mi się to bardzo przyjemne i w niewielkim odstępie czasu się od tego uzależniłem. Masturbacja, bo o niej piszę, jest bardzo szerokim problemem w dzisiejszym świecie. Praktycznie wszyscy to robią lub robili. Niestety nie mówi się o tym zbyt często. Stało się to tematem Tabu. Tak więc wszedłem, w to doświadczenie bardzo mocno i robiąc to, miałem ogromne poczucie winy. W końcu zacząłem także oglądać filmy pornograficzne. Czy to była moja ucieczka? Na pewno tak... Nie będąc w związku, doświadczałem samotności... Tęskniłem za miłością, a to ogromna różnica od tego, gdy ktoś jest miłością... Niestety większość ludzi na tej planecie nadal tęskni za miłością. Przez to nie są w pełni sobą... Brak im pewności siebie... Brak miłości do siebie... Tak było również u mnie. Wchodziłem na strony pornograficzne, czując, że robię coś bardzo złego. Cierpiałem i to bardzo. Poczucie winy za każdym razem, gdy to zrobiłem, było ogromne. Uciekałem od tego poczucia winy w różny sposób. Telewizja, alkohol itp... Pewnego dnia wszedłem na ścieżkę rozwoju duchowego i postanowiłem, że z tym skończę... Niestety nie było łatwo! Walczyłem z nałogiem, nie dostrzegając prostej prawdy, że poprzez walkę nic wielkiego się nie osiągnie... Przecież walcząc z czymkolwiek jeszcze bardziej to, wzmacniasz. Raz po masturbacji poczułem ogromny ból z tyłu głowy. Krew w naczyniach krwionośnych pulsowała bardzo mocno. Myślałem, że doświadczę jakiegoś wylewu czy coś. Bałem się, że umrę... Prosiłem wtedy Boga o pomoc... W konsekwencji wylądowałem w szpitalu... Pewnego dnia stało się coś, czego nigdy nie zapomnę... Będąc na stronie pornograficznej, spojrzałem sercem na tych ludzi uprawiających seks. Patrzyłem na ich zadbane ciała, spoglądałem w ich oczy i pojąłem w swym sercu, że to na co patrzę w rzeczywistości, jest piękne! Pokochałem tych ludzi! Jak mogłem ich wcześniej osądzać? Przecież osądzając ich, tak naprawdę osądzałem siebie... Ludzie oglądają te filmy, a w swym wnętrzu brzydzą się tymi ludźmi... Czy tak postępuje miłość? Przecież patrzą na aspekt siebie, na swoje lustra... Sami aktorzy pornograficzni często bardzo grają i nie są naturalni, ale nie wszyscy... To jednak nie znaczy, że mamy ich potępiać i osądzać za to, co robią! Bóg ich nie potępia! Bóg daje każdemu wolność! To był początek mojej drogi wyjścia z nałogu i gdy wyszedłem z niego, to uświadomiłem sobie, że go tak naprawdę nigdy nie było... Przecież to, co robiłem, było zaspokojeniem naturalnego popędu płciowego. Przecież nie ma w tym nic złego! Czasem się to przejawia jak błędne koło. Aby uciec od cierpienia i poczucia winy spowodowanego masturbacją ludzie się znowu masturbują i tak w kółko... Nałóg masturbacji tak naprawdę nie jest nałogiem! To samo tyczy się każdego innego "nałogu"! Myślicie, że ludzie świadomi się nie masturbują? Myślicie, że nie palą papierosów? Myślicie, że nie piją alkoholu? Robią to nadal! Ja osobiście nie piję i nie palę, ale znam wspaniałych świadomych pełnych miłości ludzi, którzy to robią... Mogą w każdej chwili z tego zrezygnować, ale nie muszą... To ich życie i robią, z nim co zechcą. Są szczęśliwi, jak i ja jestem szczęśliwy, nawet gdy czasem jak to się brzydko mówi "zwale sobie konia". Nie mam takiej potrzeby zbyt często, ale gdy się pojawia, to ją uszanuję... Pamiętaj, aby być sobą! Pamiętaj, aby nie osądzać, czy potępiać innych! Jeśli ten tekst wniósł coś dobrego do Twojego życia, to bardzo mnie to cieszy, jeśli jednak się z nim nie zgadzasz, to proszę skrytykuj go! Pamiętaj jednak, aby to była konstruktywna krytyka, czyli krytyka, która coś wnosi... Cieszyłoby mnie, gdybyś się podzielił przy tym swoim doświadczeniem... Przecież to Twoje życie i Twoje doświadczenie... Dlaczego więc często zamykasz usta, jeśli ktoś porusza takie tematy jak ten?

Rozważania opisane powyżej są kontynuowane w kolejnym artykule: 
"Seks z miłością i bez niej - moje doświadczenie"

środa, 9 sierpnia 2017

Autorzy/Autorki dołączajcie do wewnętrznego spokoju!














Rozwijasz się duchowo i zacząłeś/zaczęłaś pisać sercem? Mam do Ciebie propozycję... Mianowicie udostępniam Ci naszą wspólną przestrzeń do publikowania swoich tekstów. Blog Wewnętrzny spokój jest tym miejscem. Początkowo blog ten został założony przeze mnie w 2014 r. Dzięki niemu moje życie uległo niesamowitej transformacji. Poznałem wspaniałych świadomych ludzi. Później nastąpiła przerwa, ale w 2016 r. dokładnie 22.02.2016 (była pełnia, wibracja dnia 33) założyłem stronę na Facebooku o tej samej nazwie i tam publikowałem własne teksty. Z blogiem powróciłem 07.03.2017 r. Zauważyłem, że lepszą platformą do publikowania tekstów jest właśnie blog. Ostatnio mój tekst o skutkach ubocznych leków psychotropowych osiągnął niesamowitą liczbę wyświetleń w kilka dni. Ponad 10 tys... Pisanie własnych tekstów rozwija! Pisząc o sobie, o swoich doświadczeniach i uczuciach im towarzyszących rozwija najbardziej! Oczywiście można pisać także własne wglądy dotyczące natury tej rzeczywistości. Ja od tego rozpocząłem... Od samego początku czułem, że mój blog nie jest tylko przestrzenią dla mnie, czułem, że Tworze go dla większej liczby autorów. W krótkim czasie dołączył do mnie brat Bartosz. W tej chwili przymierzany jest kolejny autor... W planach są również następni... Jeśli człowiek się rozwija, a nigdy nie pisał, to także może dołączyć. Uważam, że pisanie sercem nie wymaga większego wysiłku... Wystarczy spróbować! Czego będziesz potrzebował/potrzebowała? Aby dołączyć do nas? Należy mieć swoje konto na portalu google +... To konto musi być powiązane - utworzone na bazie meila w Gmailu...

Aby utworzyć konto Google kliknij tutaj
Konto Google (Google plus oraz Gmail) jest powiązany z kanałem YouTube...

Pragnieniem moim jest aby autorzy używali swoich prawdziwych imion i nazwisk.

Np. Moje konto na Google plus to: Tobiasz Ryszka
Mój email na Gmailu to: ryszkatobiasz@gmail.com
Moje konto na YoTubie to: Tobiasz Ryszka

Dla najlepszych postów - mających najwięcej wyświetleń w danym tygodniu przewidujemy nagrody... Wszelkich szczegółów dowiesz się, kontaktując się ze mną. Możesz mnie znaleźć na Facebooku - napisz na priv bądź zadzwoń do mnie: 791 081 264... Jestem także na skypie: "ryszkatobiasz".

Nie zwlekaj i zacznij z nami spełniać marzenia!
Przewidujemy wydawanie książek z naszymi tekstami...
Pomysłów jest sporo i ciągle rodzą się nowe...
Dołącz do nas już dziś!

wtorek, 8 sierpnia 2017

Synchroniczność - jej początki w moim życiu













Synchroniczność to tzw. zbiegi okoliczności, które nimi nie są! To znaki, które daje nam wszechświat. Znaki, które pokazują nam, iż jesteśmy na dobrej drodze. Jak to było u mnie? Mianowicie wszystko zaczęło się już w podstawówce. Pamiętam, że Pani katechetka na lekcji religii powiedziała nam małym dzieciom, coś, co później na zawsze miało odmienić moje życie. Jej słowa brzmiały mniej więcej tak: "Jeżeli chcecie porozmawiać z Bogiem, to zadajcie mu w sercu jakieś pytanie, a następnie otwórzcie Biblie na losowo wybranej stronie, a to, co przeczytacie, będzie odpowiedzią Boga na wasze pytanie." Zaintrygowało mnie to i przez lata wiele razy wracałem do tych słów. W końcu przyszedł ten dzień! Sprzątałem w sobotę w domu i natrafiłem na Pismo Święte, przypomniałem sobie słowa katechetki i zrobiłem to... Zadałem pytanie i otworzyłem Biblię. Niestety to, co przeczytałem niczego konkretnego mi, nie powiedziało. Następnego dnia była niedziela. Uczestnicząc we mszy świętej, stałem w kościele nieświadomy tego, co za chwilę się wydarzy... W pewnym momencie zrobiło mi się smutno, poczułem się bardzo samotny. Moje uczucia mówiły mi "czy ja kiedykolwiek będę szczęśliwy?." W tej chwili jakbym się zatrzymał i z serca popłynęła modlitwa "Boże, jeżeli istniejesz i mnie kochasz, to daj mi jakiś znak!" Dokładnie po wypowiedzeniu tych słów w myślach poczułem czyjąś rękę na lewym ramieniu. Obróciłem się i pomyślałem "Boże czy to Ty?." Jakiś mężczyzna pokazał mi wolne miejsce i zaproponował prostym gestem, abym sobie usiadł. Wydało mi się to bardzo dziwne. Przecież był środek mszy, mógł to zrobić na jej początku. Usiadłem... W końcu przyszła ta chwila, ten moment! Czytana była ewangelia i słowa, które były wymawiane, były dokładnie tymi słowami, które dzień wcześniej znalazłem, jak początkowo myślałem przypadkowo, w Biblii. Uczucia, którego doświadczyłem w tamtym momencie, nie da się opisać... Przeszły mnie dreszcze! Poczułem się kimś ważnym, kimś wyjątkowym... Od tamtej chwili wiedziałem, że Bóg istnieje i bardzo mnie kocha. Podzieliłem się swoją radością z bliskimi. Mamą, ojcem, braćmi, krewnymi... Czułem w sercu, że to początek czegoś wielkiego w moim życiu... Czułem, że kiedyś gdzieś to opiszę... Czułem, że o tym musi wiedzieć każdy człowiek! O ogromnej miłości Boga do niego! O tym, że przyszliśmy na ten świat doświadczyć szczęścia! O tym, że wcale nie jest tak trudno do niego dojść! Po wielu latach od tego wydarzenia wszedłem w końcu na swoją ścieżkę rozwoju duchowego... Dziś doświadczam synchroniczności wszędzie! Każda chwila przynosi coś nowego... W każdej sekundzie przemawia do mnie Bóg, który mieszka w mym sercu... Kocha mnie i pragnie, abym był coraz lepszą wersją siebie. Pragnie mego rozwoju. Pragnie, abym odkrywał i rozwijał pasje. Abym spełniał marzenia. Tego samego pragnie dla Ciebie! Chce Twojego szczęścia! Nie osądza Cię za nic, przecież jest Miłością! Możesz robić, co chcesz! Pamiętaj jednak, aby wypływało to z Twojego serca! Wtedy spełnisz najskrytsze marzenia! Odnajdziesz prawdziwych przyjaciół. Bądź sobą przyjacielu/przyjaciółko i nie przejmuj się początkowymi niepowodzeniami... One Cię uczą... Uczą, jak masz kochać... Jaka jest Twoja miłość... Urodziłeś się po to, aby doświadczyć magii życia, która przejawia się przez synchroniczność...

A teraz usiądź wygodnie, zamknij oczy i weź trzy głębokie, świadome wdechy i wydechy...

Następnie z wiarą w swym sercu przeczytaj te słowa:

Boże, jeżeli istniejesz i mnie kochasz, to daj mi jakiś znak!

Życzę Ci, aby ta prosta modlitwa odmieniła Twoje życie, tak jak odmieniła moje...

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Choroby psychiczne - przyczyna















To, co napiszę, wypływa z mojego doświadczenia. Sam byłem chory psychicznie. Stwierdzono u mnie psychozę. Tak więc lekarze medycyny akademickiej od lat głowią się nad prawdziwą przyczyną chorób psychicznych. Jest wiele teorii i ciągle powstają nowe. Niestety wszystkie one mają jedną główną wadę. Mianowicie szuka się rozwiązania rozumem, a nie sięga się głębiej! Człowiek to istota duchowa i psychiatrzy powinni to stwierdzenie obrać sobie, za główny wyznacznik ich pracy. Przecież "psyche" człon nazwy ich zawodu oznacza duszę w języku greckim i łacińskim. Jakie więc są "przyczyny" chorób psychicznych zdaniem psychiatrów i nauki około medycznej. Zdaniem wielu przyczyna kryje się w genach. Ich zdaniem chory już przychodząc na ten świat, ma zapisane w DNA, że będzie cierpiał. Wszystko ich zdaniem jest w rodzie. To w przodkach pacjenta doszukują się przyczyny. W zasadzie jest w tym pewna prawda, ale nie do końca! To, co człowiek ma zapisane w DNA, nie może być postrzegane jako przyczyna czegokolwiek. One same w sobie ulegają ciągłej zmianie, a największy wpływ na nie mają uczucia jednostki. Np. w mojej rodzinie nie pamiętam, aby ktoś chorował psychicznie. Nic mi nie wiadomo o przodkach, którzy by się z tym borykali... Kolejną teorią, która jest uważana za przyczynę, jest nierównowaga substancji mózgowych, jak dopamina. Leki mają za zadanie obniżyć jej poziom... Zarówno substancje mózgowe, jak i geny ulegają zmianie u osoby chorej. Dopamina jak to się często mówi, wylewa się u chorego, a ten doświadcza ataku psychotycznego. Jednakże nie jest to przyczyną, a objawem choroby! Medycyna na szczęście odeszła już od teorii, że choroba psychiczna to jakaś dysfunkcja mózgu - jakieś upośledzenie. Przecież gdyby tak było, to człowiek chory nie miałby stanów poprawy, a choroba trwałaby całe życie. Schizofrenik, który słyszy głosy, to tak naprawdę nie słyszy jakichś głosów w swojej głowie, które w nie wiadomo jaki sposób, powstają. Tej osobie otworzyło się jasnosłyszenie! Słyszy istoty, które są w Jego otoczeniu. Najczęściej na początku nie są to przyjazne istoty, które ze służbą Światłu nie mają nic wspólnego! Wpływ na to ma stan wnętrza danej jednostki. Gdyby wnętrze było czyste, pełne miłości istoty także takie by były. Do tego prowadzi rozwój duchowy. Na zwiększenie poziomu substancji mózgowych w mózgu znowu ma wpływ świat duchowy. Otóż, gdy w otoczeniu takiej osoby jest jakaś dusza - dusza bliskiej zmarłej osoby, to właśnie wtedy poziom dopaminy rośnie, a u pacjenta obserwujemy chorobę. Dusza ta będzie prosiła o uwagę. Pacjent będzie miał sny z tą zmarłą osobą. Tak naprawdę, to ta dusza chce mu powiedzieć, aby poszukał pomocy i aby odprowadził ją do Światła. Dzięki temu prostemu zabiegowi, który nosi nazwę egzorcyzmu, zyskują dwie dusze. To ważny krok na drodze ich rozwoju. Znajdzie się wielu, którzy stwierdzą, że właśnie podałem przyczynę chorób psychicznych... Tak jednak nie jest! Znowu opisałem symptom, który z prawdziwą przyczyną nie ma nic wspólnego! Źródłem chorób psychicznych, jak i źródłem wszystkich chorób, są nieokazane uczucia z przeszłości. Gdy człowiek nie okazuje na zewnątrz, tego, co ma w środku, to w konsekwencji nie jest sobą. To przejawia się na jego energetyce, a później na ciele w postaci choroby. W moim przypadku główną przyczyną były nieokazane uczucia względem matki. To jej dusza była przy mnie, co przejawiało się stanami psychotycznymi. Dlatego głównym krokiem do poprawy mojego stanu psychicznego jest uzdrowienie relacji z matką. To nie jest coś prostego, co można uzyskać w krótkim odstępie czasu. To stopniowy proces, który prowadzi do całkowitego uzdrowienia. Nie ukrywam, że właśnie go przechodzę. Jego częścią jest także to, że wskazuję innym drogę do wyjścia z choroby. Gdyż uzdrawiając innych, uzdrawiam także siebie...

niedziela, 6 sierpnia 2017

Moja seksualność
















Od najmłodszych lat w moim życiu towarzyszył mi seks. Jedną z pierwszych kobiet, jeśli nie pierwszą, która mnie pociągała, była moja matka. Była bardzo ładną kobietą... Po latach wydaje mi się, że ona to czuła i nie zareagowała. Mogła przecież mi to powiedzieć, obrócić w żart i zasugerować, że w popędzie seksualnym nie ma nic złego. Niestety tego nie zrobiła. Później czułem, że zrobiłem coś nie tak, że mój popęd do niej był czymś złym. Miałem poczucie winy. Założę się, że wszyscy mają tego typu doświadczenia. W każdym dziecku w końcu powoli rodzi się popęd seksualny. Dziecko nie ma go na kogo innego skierować, tylko na członka swojej najbliższej rodziny. Może to być właśnie matka, ojciec, siostra albo brat. Dlaczego ludzie o tym nie mówią? Dlaczego boją się prawdy o sobie? Ten świat niestety ma złe założenia odnośnie tej sfery naszego życia. Dzieci, czy młodzież zachęca się do uprawiania seksu jak najwcześniej, a jeśli tego nie robią, to są traktowani jako gorsi. Ja to czułem na sobie, choć nikt mi tego nie powiedział osobiście. Jest tego pełno wszędzie, w filmach, gazetach czy internecie. Otóż seks to nic złego, ale mam wrażenie, że niektórzy ludzie uczynili sobie z niego bożka. Dla nich istnieje tylko on. Rozmawiają o nim bez przerwy, żartują na jego temat itd. Dla innych z kolei jest on formą ucieczki. Tak było także u mnie, gdy wpadłem w nałóg masturbacji. O tym problemie i jak się z niego uwolniłem, napiszę kiedy indziej. Pamiętam, że już w podstawówce jako dzieci, koledzy i koleżanki opowiadali sobie, o swoich doświadczeniach seksualnych. Oczywiście kłamali, ale dało mi to wtedy do myślenia. Ludzie, żyją razem w związkach, układają się w pary i czerpią przyjemność z seksu. Ok, w porządku, ale czy nie jest tak, że oni nie raz, żyją tylko po to, aby go uprawiać? Nie doświadczają magii obcowania w chwili obecnej i już czy to w pracy, czy jadąc samochodem, myślami są w łóżku ze swoim partnerem. W życiu nie chodzi tylko o kilkuminutowe doznania. Życie należy przeżywać w pełni! Cieszyć się każdą chwilą, każdą sekundą. Ludzie chodzą na randki i co się tam dzieje? Facet od razu patrzy na kobietę jak na jakieś zwierzę. Patrzy wyłącznie na jej ciało, a nie dostrzega prawdziwego piękna, które ona ma w środku. Nie patrzy na to, kim ona jest jako istota. Patrzy na opakowanie. Od pierwszych chwil poznania chce ją, jak to się brzydko mówi przelecieć. Oczywiście ja doceniam piękno kobiecego ciała, a jeśli dziewczyna dba o nie, to tym bardziej rodzi się we mnie do niej głęboki szacunek. Dla mnie osobiście największy cud, jaki może zobaczyć człowiek, znajduje się w oczach drugiego człowieka. To piękno może nie raz powalić... Tak więc czułem się gorszy, że mam tak mało doświadczeń w tej sferze życia, ale poprzez rozwój duchowy uwolniłem się także od tego negatywnego uczucia. Zastanówcie się, czy gdziekolwiek istnieje jakakolwiek informacja na temat największego nauczyciela ludzkości - Jezusa, dotycząca seksu? Otóż nie! Nie ma w Biblii, czy innej księdze wzmianki o tym. Syn Boży o tym nie wspominał, o tym nie mówił, o tym nie nauczał. Co nam to mówi? Otóż to, że seks nie jest taki ważny... Dlatego uważam, że ludzie, zamiast koncentrować się wyłącznie na seksie, powinni zacząć się w końcu rozwijać duchowo. Dzięki temu doświadczą życia w pełni i będą szczęśliwi.

Choroba psychiczna - moje doświadczenie












Pragnę się podzielić z Wami kolejnymi doświadczeniami mego życia. Znowu tekst będzie o tzw. chorobie psychicznej, gdyż największe cierpienie, jakiego doznałem w całym moim, życiu zostało zaserwowane mi przez przemysł farmaceutyczny. Pewnego dnia odstawiłem leki i czułem się dobrze. Niestety członek mojej rodziny, widział we mnie chorobę, której nie było. Wymusił, abym połknął tabletkę. Zrobiłem to i doświadczyłem czegoś nienaturalnego. Mianowicie czułem jakby, kłuły mnie igły. Wiemy, że człowiek jest otoczony biopolem - aurą - promieniowaniem. Jest to, także nasza naturalna ochrona przed ciemnymi bytami. Leki psychotropowe niestety wpływają negatywnie na to pole. Ich działanie powoduje powstawanie w nim otworów, wyrw. Przez to jednostka jest jeszcze bardziej podatna na negatywne działanie tzw. demonów oraz dusz błąkających się w świecie subtelnomaterialnym. Zanieczyszczają one także szyszynkę, która jest odpowiedzialna, także za to, że możemy dostrzegać synchroniczność. Cała ta chemia tak naprawdę odcina nas od naszej łączności z Bogiem.  Dlatego biorąc leki psychotropowe człowiek jeszcze bardziej, pogrąża się w swoim cierpieniu. O skutkach ubocznych przejawiających się na ciele już pisałem. Kolejnym zagadnieniem, które chcę poruszyć, jest interakcja chorego z rodziną. U mnie było tak, że często rodzina widziała we mnie coś, czego tam nie było. Np. miałem bardzo radosny dzień i się uśmiechałem - wniosek - jesteś chory i musisz wziąć lek. Albo byłem zamyślony i rozważałem tematy duchowe - wniosek - jesteś chory i musisz wziąć lek. Twój smutek, złość czy strach, także będą odbierane jako choroba. Co gorsza, będzie tak również odbierana Twoja miłość. Człowiek opanowany przez działanie ego, nie ogarnia szczęścia drugiego człowieka. Dla niego jest to coś obcego. Pamiętaj jednak, że rodzina może także zobaczyć w Tobie Twoją iluzję i próbować Cię uziemić i to jest dla Ciebie dobre. W jednej z rozmów z moim psychiatrą na moją odpowiedź, że czuję się dobrze, odpowiedziała: "Tylko żeby Pan się nie czuł za dobrze". Jaką ma dla Was logikę to zdanie? Przecież w życiu chodzi o to, aby czuć się jak najlepiej. Gdyby powiedziała np. "uważaj, aby nie popaść w iluzję i przez nią czuć się nad wyraz dobrze" to wtedy byłoby to uzasadnione. Wtedy byłaby to rada płynąca z serca oraz poparta doświadczeniem. Bardzo ważne jest też, aby chory psychicznie zaczął robić w życiu, to co kocha. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy 3 lata temu założyłem bloga, poczułem się wspaniale. Poczułem pewność siebie i wiedziałem w środku, że to jest moja droga. Dlatego warto odkrywać w sobie swoje talenty i je manifestować. W ten sposób człowiek może się uzdrowić z niejednej choroby. Dlatego w szpitalach powinno się dawać chorym możliwość przejawiania się twórczo, a nie truć ich chemią, która powoduje, że pacjent spędza cały dzień w łóżku, nic nie robiąc. Pragnę zauważyć, że w niektórych szpitalach jest to realizowane i bardzo mnie to cieszy. Widziałem w Rybniku galerie obrazów namalowanych przez pacjentów. Ludzkość powinna obrać ten właśnie kierunek. Motywować każdego człowieka, nie tylko chorego do tego, aby zaczął robić to, co kocha. Kończąc ten tekst, życzę Ci, abyś czuł się z każdym dniem lepiej. Aby coraz więcej szczęścia zagościło w Twoim życiu. Bądź sobą!

sobota, 5 sierpnia 2017

Przyczyna wszelkiego cierpienia















Przyczyną wszelkiego cierpienia, wszelkiej choroby jest wpływ działania tzw. ego. Czym w zasadzie jest to ego? Człowiek jest pod wpływem działania ego, gdy nie jest sobą. Gdy boi się światu okazać swoje prawdziwe oblicze. Nie ufa sobie, a w konsekwencji także ludziom. Do czego to prowadzi? Ano do tego, że przez lata taka osoba skumulowała w sobie uczucia, których nie okazywała. Przejawia się to chorobą. Lekarze leczą objawy, a nie docierają do przyczyny. Każda choroba to pewnego rodzaju konflikt, który prosi o uwagę. Konflikt ten mógł mieć miejsce w przeszłości, ale także może to być konflikt z obecnych doświadczeń jednostki. Dlatego, jeśli jesteś chory to, uświadom sobie, że wszystko ma swoją przyczynę w świecie ducha. To energie, które Cię otaczają i które mają wpływ na Ciebie — na to, kim jesteś i jaki jesteś. Dlatego tak, ważne jest, aby jednostka rozpoczęła rozwijać się duchowo — pracować nad sobą. Okazywanie swoich uczuć jest tutaj kluczowe. Uczucia to tak naprawdę my. Jeśli myśli wypływają z uczucia to, jest to dobre. Jeśli natomiast jednostka nadmiernie myśli, to nie kieruje się sercem i wprowadza w ten świat zło. Szkodzi sobie i innym co doprowadza ją do cierpienia. Połącz się ze swoim sercem, połącz się z miłością, którą jesteś. Zacznij kochać — najpierw siebie, później innych. Najprostszym sposobem, aby rozpocząć, jest mówienie sobie prosto w oczy do lustra: "kocham Cię". Gdy zaczniesz to robić, Twoje życie się zmieni. W ten sposób rozpoczniesz swój rozwój duchowy i będziesz z każdym dniem stawał się coraz lepszą wersją siebie. W końcu zaczniesz otwarcie mówić o swoich uczuciach. O tym, co Cię spotyka, o tym, co Cię spotkało. W ten sposób będziesz wzrastać. Tak naprawdę mamy tylko 5 uczuć. Cała reszta to tylko pochodne tych 5 podstawowych. Są to: miłość, radość, smutek, strach i złość. Często pytamy kogoś, jak się czuje. Najczęściej pada odpowiedź, że dobrze. Ok, świetnie, że ktoś czuje się dobrze, ale to nie jest uczucie! Dlatego warto mówić, że w danej chwili czujesz radość lub miłość. Nie ukrywaj przed światem negatywnych uczuć jak smutek, strach i złość. Bądź sobą niezależnie od miejsca, w którym się znajdujesz. Bądź sobą niezależnie od ludzi, z którymi przebywasz. Będąc sobą, jesteś szczęśliwy. Po to się urodziłeś przecież...

piątek, 4 sierpnia 2017

Skutki uboczne działania psychotropów - moje doświadczenie














Psychotropy często nazywane również neuroleptykami to substancje trujące, mające tak naprawdę niewiele pozytywnych efektów na organizm człowieka. Osobiście uważam, że osoba doświadczająca jakiegoś ataku -choroby psychicznej, może coś zrobić, aby go zniwelować. Jest wiele naturalnych metod na to, a tzw. psychotropy są jedną z nich. Uważam jednak, że to najgorszy sposób pomagania sobie w takich sytuacjach. Ja jako doświadczający przejawów tzw. psychozy w przeszłości wiem, że taki stan wymaga uziemienia. Leki także mogą to uczynić. Jednakże przepisywanie choremu ogromnych dawek tej chemii i jeszcze nakazywanie, aby ją aplikował sobie codziennie, jest totalnym nieporozumieniem! Cierpienie, którego doświadcza pacjent po zażyciu tych substancji, jest większe aniżeli przejaw samej choroby. Skutków ubocznych jest multum, ja pragnę wymienić tylko te, które sam na sobie doświadczyłem. Oto one:

- zwiększony apetyt
- tycie
- senność
- zwiększony poziom cukru
- akatyzja
- ahnedonia
- kłopoty z pamięcią
- kłopoty z wysławianiem się
- nietrzymanie moczu
- powstające liszaje na twarzy
- spadek libido
- łysienie
- niedobór magnezu
- bóle serca
- osłabiona koncentracja
- brak ochoty do życia
- słabsza wydolność
- nadmierne wydzielanie śliny
- spuchnięta twarz
- niektóre części ciała nabierają nienaturalnych pozycji

Na pewno jest ich wiele więcej... Muszę tu dodać, że człowiek doświadczający tego cierpienia poszukuje jakieś ucieczki od niego. U mnie się to objawiło, piciem napojów alkoholowych. Potrafiłem spożyć nawet do 7 piw dziennie. Bardzo częstym objawem zażycia leku jest tycie. Wpływają na to trzy czynniki. Pierwszy to taki, że sama substancja powoduje przyrost wagi. Wiem to po sobie, bo jadłem wtedy niewiele, a i tak waga pikowała w górę. Kolejny to zwiększony apetyt. Ostatnim jest znowu forma ucieczki od cierpienia. Jesz dużo, często niezdrowej żywności, aby zapomnieć o bólu. Mnie na początku najbardziej męczyła tzw. akatyzja. Moje nogi bez przerwy były w ruchu i nie szło tego zatrzymać. Dlatego bardzo dużo chodziłem. Potrafiłem w jeden dzień przejść wiele kilometrów czego skutkiem, były obolałe stopy i zmęczenie. Gdy w końcu siadałem, aby odpocząć, nogi dalej były w ruchu. Co ciekawe pewnego dnia zadzwoniłem do uzdrowiciela. Moim problemem nie było to, aby uzdrowił mnie z tzw. choroby psychicznej, ale właśnie ze skutków ubocznych leków - głównie akatyzji. Wiedziałem, że tak naprawdę nic mi nie jest i że jestem bezpodstawnie truty. Pewnego dnia moja twarz spuchła, a ja spoglądając w lustro, mówiłem sobie: „kocham Cię”, ale byłem świadom, że ciało przybrało nienaturalny wygląd. Było mi z tym źle. Pewnego dnia - Sylwestra zrezygnowałem z alkoholu. Później także natrafiłem na Jasnowidza Jacka. Kontakt z nim pomógł mi na wielu poziomach. Miałem też szczęście do psychiatry. Pani doktor powiedziała mi, że kiedyś sama zażyła sobie jedną tabletkę psychotropową i czuła się po niej fatalnie. Zrobiła to, aby sprawdzić czego doświadczają jej pacjenci. Dlatego miała większy przejaw współczucia i propozycja z mojej strony, aby odstawić leki nie była z jej strony mocno negowana. Tak naprawdę to sam sobie pomogłem - uzdrowiłem się z tzw. psychoz i teraz jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, który doświadcza magii życia.

środa, 2 sierpnia 2017

Szpitale psychiatryczne - współczesne obozy koncentracyjne













To co tutaj napiszę, piszę z własnego doświadczenia. Więc zanim ktokolwiek ośmieli się w jakikolwiek sposób skrytykować ten tekst, to proponuję, aby taka osoba najpierw zamknęła się w szpitalu psychiatrycznym na tydzień. Ważną kwestią jest także to aby przyjmowała przez ten tydzień końskie dawki leków... Po wyjściu z tego miejsca niech się ustosunkuje do tego tekstu. Wtedy może krytykować ile wlezie - jest przecież bogatsza w doświadczenie i ma prawo się wypowiadać, w przeciwnym wypadku niechaj zamilczy! Pragnąłbym bardzo żeby takie doświadczenie przeżył psychiatra - osoba "inteligentna". Sprostuję - jeśli jest to osobą inteligentną, to na pewno nie w kwestii uzdrawiania chorób psychicznych... A więc ja byłem 5 razy więziony w szpitalu psychiatrycznym. Pisałem o tym już wiele razy... Za co tam trafiałem? Ano za to, że doświadczałem ogromnej miłości i radości. Mówiłem także na tematy duchowe i że Bóg jest wszędzie, należy się tylko na to otworzyć. Oczywiście byłem trochę w świecie iluzji gdyż moja dusza odlatywała wysoko, ale czy to jest powód żeby człowiekowi na całe życie przypisać etykietkę wariata i aplikować mu jakąś chemie, która nic innego nie robi tylko truje. Tak więc byłem tam i widziałem jak ludzie tam cierpią. A gdy mówili, że jest im źle to zmieniano leki, nieraz na jeszcze silniejsze. Pewnego dnia jakaś lekarka przepisała mi taki lek, że czułem się jak warzywo. Nie potrafiłem chodzić. Moje ciało jakby nieustannie drgało. Co się działo w mojej głowie to było okropne. Nie potrafiłem myśleć, nie potrafiłem sklecić zdania. Słowa wypowiadałem z dużym problemem. Komunikacja z drugim człowiekiem była czymś niemożliwym. Ten lek brałem tydzień, ale skutki uboczne po nim odczuwałem przez jakieś dwa lata. Nawet gdy nic już nie brałem i odstawiłem leki męczyła mnie tzw. akatyzja. Ja nie zmyślam i aby to potwierdzić mogę podać nazwę tego leku: "Rispolept". Powiesz takiemu lekarzowi o synchroniczności której doświadczasz to zrobisz sobie krzywdę... Więc lepiej jest kłamać, bo ci idioci nie wiedzą nic o prawdziwym życiu. Najlepsze jest to, że pacjentom się wmawia, że jest to nieuleczalne i leki mają za zadanie obniżyć poziom cierpienia. Powiem Wam coś teraz: wolę po stokroć być w świecie iluzji aniżeli brać to gówno! Nauroleptyki czy psychotropy to jeden wielki biznes przemysłu farmaceutycznego, a jak wiadomo aby biznes się kręcił to najgorsze co można zrobić, to wymyślić coś co faktycznie by wyleczyło daną chorobę. Nie ma choroby - nie ma zysku! Widziałem wiele! Jeden pacjent stał przez cały dzień na korytarzu w bezruchu i ciągle ciekła mu ślina. Nic nie jadł i był bardzo wychudzony. Powiedziałem lekarzom, że przecież on cierpi. To co zrobiono? - dano mu inny lek... Jeden pacjent miał taki tik, że się jakby zacinał - próbował coś powiedzieć i zaczynał się jąkać, ale te zająknięcie trwało nieraz dwie godziny i nie dotyczyło ono tylko ośrodka mowy, ale całego ciała... To co się tam dzieje jest straszne i trzeba to zmienić. Najpierw trzeba zacząć od psychiatrów, którzy przecież w członie nazwy swojego zawodu mają zwrot "psyche", a to przecież dusza... O świecie duchowym nie wiedzą za to nic! Np. schizofrenik to ich zdaniem człowiek u którego w głowie gdzieś tam pojawiają się głosy. Gdzie się pojawiają i jak tego nikt nie wie i tak naprawdę nikt nie wpadnie na pomysł, że temu człowiekowi otworzyło się jasnosłyszenie. Najbardziej chorymi ludźmi w tych miejscach są sami psychiatrzy. Rzadko którego cechuje współczucie i zrozumienie, działają za to w sposób bezwzględny przekonani jeszcze święcie, że robią coś dobrego dla świata. Ego tych ludzi nie zna granic i zgodnie z prawami tego wszechświata doświadczą kiedyś tego cierpienia, które teraz powodują swoim bliźnim. Bo sprawiedliwość istnieje! Osobiście bardzo współczuję osobom chorym psychicznie bo sam przez to przeszedłem. Wyszedłem z tego bez pomocy chemii i psychiatry. Sam odnalazłem pomoc i się uzdrowiłem. Teraz jestem szczęśliwym człowiekiem. 

Na końcu pragnę dodać krótką modlitwę, która płynie z mego serca:

Boże, proszę Cie uzdrów tych chorych ludzi. Wlej w ich serca Twoje Światło, aby zaczęli kierować się sercem i faktycznie pomagać...

O samych chorych psychicznie się tutaj nie modlę, gdyż to nie oni są najbardziej potrzebujący w tej sprawie i to nie oni wymagają uzdrowienia w pierwszym rzędzie.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Prawda o Jezusie cz. 2
















Poniższy tekst jest kontynuacją rozważań podjętych w "Prawda o Jezusie cz. 1" więc jeśli nie czytałeś wcześniejszego tekstu, to teraz masz na to okazje...


Jezus Chrystus urodził się w Betlejem jako syn Marii. Jego biologicznym ojcem nie był Józef, a ktoś inny. Pogląd niepokalanego poczęcia jest źle pojmowany. Niepokalane poczęcie to poczęcie z miłości - przecież gdyby tak nie było, to każde poczęcie na tej planecie byłoby nieczyste. Maria pokochała Kreolusa - rzymskiego setnika, ze wzajemnością. Z ich miłości narodził się Syn Boży. Niestety kochankowie nie mogli być długo razem. Maria była zmuszona wyjść za mąż za Józefa. Nie mogła ukrywać ciąży i musiała podjąć kroki, aby zapewnić bezpieczeństwo przyszłemu dziecku. Właśnie w Betlejem, do którego musieli jechać na spis ludności, urodził się Mesjasz. Gwiazda Betlejemska jako znak wskazała rodzicom, kim jest ich dziecko. Uwierzyli... Niestety ich wiara nie przetrwała długo. Jezus jako dziecko niczym się nie wyróżniał. Dopiero gdy dorósł, zaczęło go ciągnąć do Jana. Marii nie podobało się zachowanie syna, żyła w starej żydowskiej wierze... Nie mogła jednak powstrzymać Jezusa. Ten otrzymał od Jana chrzest i uświadomił sobie, kim jest i po co się narodził. Udał się na pustynie, gdzie spędził 3 lata i nabrał przekonania oraz siły do swojej misji na Ziemi. Tam doznał kuszenia przez Lucyfera - upadłego archanioła, ale nie uległ ciemnemu. W końcu wyszedł do ludzi i zaczął nauczać. Nie było łatwo! Pojawili się faryzeusze, którzy gnębili Jezusa - nienawidzili go za to, że mógł zaburzyć ich stary system. Jezus zebrał apostołów - 12... Jeden z nich był bardzo mocno owładnięty ego - Judasz... On to właśnie w końcu zaczął potajemnie namawiać ludzi do buntu przeciwko rzymianom i wmawiał im, że właśnie Jezus mu to zlecił. Nawoływał do konfliktu zbrojnego, do powstania. To, iż przeczyło to totalnie nauką Jezusa, nie muszę chyba wspominać. Jezus uczył o miłości prostymi słowami, ale pewnego dnia uświadomił sobie, że ludzkość niewiele przyjmie z Jego nauki. W tym właśnie czasie dał ludzkości proroctwo, które po dziś dzień mało kto rozumie. Często zaczynał od słów: "Gdy jednak przyjdzie Syn Człowieczy..." była to obietnica, że w czasach tzw. Sądu ostatecznego - czasach poprzedzających wielkie przebudzenie zostanie wysłany jeszcze ktoś ze Światła, aby ludzkość przebudzić. Chodziło właśnie o Syna Człowieczego - Imanuala. W końcu doszło do tego, iż Judasz zaślepiony ciemną energią, która go owładnęła, zdradził Jezusa i wydał go Kajfaszowi. Syn Boży w końcu uświadomił sobie, jaka czeka go przyszłość. W tym momencie musiał podjąć decyzję - czy ucieknie przed męczeńską śmiercią, czy się odda w ręce oprawców... Niechaj czytelnik sobie uświadomi, że ucieczka spowodowałaby, że zapomniano by o Jezusie. Postąpiłby jak tchórz. Dlatego Mesjasz musiał przypieczętować swoje nauczanie Prawdy śmiercią na krzyżu. Musiał przyznać się oprawcą, że jest tym, kim jest i że przyszedł od Boga. Jego śmierć nie odpracowała niczyjej winy - przeciwnie pogrążyła ludzkość jeszcze bardziej winą morderstwa Syna Światła. Po śmierci ciało Jezusa zostało umieszczone w grobie. Jednakże uczniowie wraz z Józefem z Arymatei przenieśli ciało w inne miejsce, aby pogrążona w ciemności ludzkość nie mogła mieć do niego dostępu. Z tego zrodziło się wiele niewłaściwych poglądów, że np. Jezus zmartwychwstał ciałem gęstomaterialnym itp.

Tekst ten jest mojego autorstwa, a fakty w nim ujęte pochodzą głównie z książki:
"From Past Millenia", książki powstałej w okolicy Abd-ru-shina, autora "Przesłania Graala".
Czytelnikowi sugeruje się, aby niczego nie brał za pewnik, ale aby wszystko badał...

Z wyrazami szacunku:
Tobiasz Ryszka